Czy BMI jest wiarygodnym wskaźnikiem wagi?

BMI, czyli body mass index, to wyraz stosunku masy do wzrostu, którego początki sięgają już XIX wieku. Właściwy termin został wprowadzony do powszechnego użycia dopiero w 1972 roku. Oblicza się go, dzieląc wagę w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do drugiej potęgi lub, stosując jednostki imperialne – waga w funtach x 703 podzielona przez wzrost w calach. Za normę uznaje się BMI między 18,5 a 25, między 25 a 30 mówi się o nadwadze, powyżej 30 o otyłości, a poniżej 18,5 o niedowadze. Wskaźnika używa się, by ocenić ryzyko rozwinięcia chorób związanych z nadmierna wagą, takich jak cukrzyca, choroby wątroby, nadciśnienie, bezdech senny czy miażdżyca ze zbyt wysokiego cholesterolu.

Od kilku lat, szczególnie na fali ruchu body positivity, słyszy się krytykę w stosunku do tego wskaźnika, nazywa się go niedokładnym, mało specyficznym, niezindywidualizowanym i zbyt ogólnym – nieprzystosowanym do oceniania wagi i rozpoznawania otyłości. Jakie są więc wady BMI i czy wciąż możemy odnaleźć w nim jakieś zalety?

Kwestią, z której prawdopodobnie bierze się większość ograniczeń wskaźnika, jest historia jego powstania. Powszechnie krążąca opinia, że stworzono go pod naciskiem firm ubezpieczeniowych, chcących wiedzieć, jak duży odsetek ich klientów przeżyje więcej niż kilka lat, ma w sobie trochę prawdy – również w systemie opieki zdrowotnej w Europie i USA brakowało czegoś, co w szybki i prosty sposób pozwalałoby ocenić ogólne ryzyko zapadalności na choroby cywilizacyjne. Ancel Keys, naukowiec, przebadał (zważył) więc około 7,400 mężczyzn z pięciu europejskich krajów, a na podstawie zgromadzonych wyników oraz stosunku masy do wzrostu Adolfa Quetelet z 1832 roku stworzył BMI.

Pierwszy problem widać od razu – wskaźnik, który powstał po ocenie białych dorosłych mężczyzn, ma być stosowany do szacowania ryzyka otyłości i innych chorób u ludzi innych ras, innej płci, innego wieku. I rzeczywiście ma to swoje odbicie – badania pokazały, że stosując go przedstawicieli rasy czarnej pojawia się tendencja do przeszacowania ryzyka chorób, a u rasy azjatyckiej odwrotnie – niedoszacowania. Dlatego w ostatnim czasie podejmowane są starania, aby w dopasować wskaźnik do rasy oraz płci.

Drugi tyczy się już wartości i czynników, które BMI bierze pod uwagę, czyli wagę i wzrost. Trochę za mało, biorąc pod uwagę chociażby to, że nie każde zwiększenie wagi równa się większemu ryzyku chorób – a szablonowym przykładem tu są kobiety w ciąży. Rozmieszczenie tkanki tłuszczowej w organizmie ma takie samo, jak nie większe znaczenie co sama jej ilość; o wiele groźniejsza dla nas jest tzw. otyłość brzuszna, czyli potocznie duży brzuch przy stosunkowo szczupłej sylwetce, niż lekka nadwaga z równomiernym rozmieszczeniem tkanki tłuszczowej.

Trzeci, kolejny już wiąże się ze zrównaniem przez indeks masy tłuszczu z masą mięśniową, a przecież nikt z nas nie powie, że atletycznie zbudowany bywalec czy bywalczyni siłowni 4 razy w tygodniu będzie bardziej skłonny do zachorowania na cukrzycę niż ktoś, kto ma taką sama wagę ciała, tylko że w tkance tłuszczowej. Pojawia się tutaj również dysproporcja między płciami oraz w różnych grupach wiekowych, szczególnie u małych dzieci i starszych osób.

Samo BMI nie jest więcej wystarczającym wskaźnikiem, aby ze stuprocentową pewnością móc włożyć każdego z nas do odpowiedniej szufladki – jest to jednak dobry punkt startowy, który wsparty kolejnymi, innymi badaniami ma dużą szansę wskazać nam, czy jesteśmy bądź zbliżamy się do grup ryzyka. Pojawia się oczywiście cała masa innych propozycji wskaźników, które w bardziej indywidualny i detaliczny sposób oszacują, ile tłuszczu w sobie mamy, ale jak dotąd tylko jeden z nich, pokonując całe 350 innych, wybił się na prowadzenie. Nazywa się RFM, od relative fat mass, i pozwala wyliczyć procent tkanki tłuszczowej – co od razu stawia go wyżej niż BMI, którego abstrakcyjna wartość nie ma fizycznego odpowiednika. Używając go, otyłość określamy jako zawartość tkanki tłuszczowej u kobiet ≥ 35%, natomiast u mężczyzn ≥ 25%. Jak do tej pory nie został jeszcze wprowadzony do powszechnego użytku w stwierdzaniu ryzyka chorób związanych z otyłością, ale kto wie, w końcu chęć zmiany w tym temacie jest już praktycznie widoczna gołym okiem.

Co nowego na blogu

Aktualności
Aktualności

Zapis do przychodni studenckiej UW

Czekamy na Ciebie w październiku codziennie w godzinach 9-18 w rejestracjach przychodni CenterMed Warszawa blisko miejsca Twojej nauki...

Aktualności
Aktualności

Zapis do przychodni studenckiej PW

Czekamy na Ciebie codziennie w październiku w godzinach 9-18 w rejestracjach przychodni CenterMed Warszawa blisko miejsca Twojej nauki...

Suplementacja witaminy D - czy warto?

W ostatnich latach witamina D stała się najpopularniejszym suplementem diety. Mówi się o jej wpływie na nastrój, odporność i zdrowie kości. Co tak naprawdę potrafi...